Przecież my się wciąż boimy wszystkiego. Podejrzanego wymiaru sprawiedliwości, który może nas nieprzyjemnie zaskoczyć, i policji, która może robić różne dziwne rzeczy. Księdza, który pcha paluchy w cudze sprawy. Urzędnika i sąsiada, który ma niebezpieczne konszachty z politykami. Do tego strach codzienny pracowników korporacji, czy należycie się wykazują, strach związkowca przed wyrzuceniem z pracy, strach nauczyciela przed kuratorem i kuratora przed politykiem.
Jest jeszcze strach redaktorów gazet, że nie będzie płatnych reklam, jeśli profil gazety będzie niewłaściwy, strach przed bezrobociem, przed imigrantami, przed COVID-em, przed niedołężną starością, przed Arabami, przed nadmiarem cholesterolu, przed Żydami, przed cukrem, smogiem, przed LGBT, przed zmianami klimatu, przed śledzeniem nas w internecie, podsłuchiwaniem w telefonie, gromadzeniem danych wrażliwych przez wiadome służby. Mało?
No i zapomniał pan o strachach podsycanych przez Kościół.
– Kościół podsyca w nas strach przed złym duchem, ateizmem, seksualnymi zboczeniami, przymusową eutanazją, masonerią i „fałszywą" wolnością. Panicznie boi się sekularyzującego się Zachodu i w skrzydle radiomaryjnym straszy Polaków nieustannie Europą Zachodnią, skąd – jak uważa – nadchodzi potworne zło, jeszcze większe niż komunizm.
W końcu jak wiesz wszystko musi sie opierać na realu gospodarczym.
Przez wieki panowały różne formy wyzysku: niewolnictwo, nasza narodowa pańszczyzna itp.
A ponoć najgorzej nam ludziom było gdy odkryliśmy uprawę rolną, niewielki nadmiar, gdy można jedzenie magazynować.
Dotychczas wolny człowiek silny, inteligentny, dobrze się odżywiający i mający wolny czas (na amory, plotki, opowieści przy ognisku) porzucił wolnośc w imię bezpieczeństwa. Dawniej bywał głodny i zdobywanie żywności wiązało się z ryzykiem. Wolność zamienił na bezpieczeństwo, kosztem harówki, złego odżywienia (jednostronnego), i fatalnych warunków higienicznych.
Nadwyżki żywności nad aktualne potrzeby uruchomiły obrót pieniądzem, nierówności klasowe i możliwości rozwoju dla tych którzy znaleźli sie na górze piramidy.
Większość ludzi popadła w nędzę i opresje, bo produktywność była zbyt niska aby zapewnić wszystkim członkom populacji wówczas żyjącej dobrobyt.
Podobny schemat rozwoju powtórzyli Chińczycy lecz osiągnęli zaspokojenie potrzeb w ciągu czterdziestu lat.
Także nasze niskie płace i ideologia ratuj sie kto może, nie licz na państwo, dały nam kopa rozwojowego.
Też uważam, że teraz mamy prawie wszystko w realu gospodarczym co potrzebne aby płace poszły w górę.
Na przeszkodzie stoi brak ścieżki dojścia i mała nadzieja na konieczne w tej sytuacji samoograniczenie, bo na dorównanie najbogatszym nas na razie nie stać, bo nie mamy chińskiej nowoczesności.